Dzisiaj taka inna notka..
Więc zagłębie się w temat mojej internetowej przyjaciółki..
Poznałyśmy się na grupie Kwiatonators..
W sumie tego dowiecie się w filmiku...
*KLIK*
Kiedyś ktoś spytał się mnie jaka jest internetowa przyjaźń. Entuzjastycznie odpowiedziałam,że "mega",ale po chwili pomyślałam o tych wszystkich łzach i smutku i ze smutną miną i łzami w oczach dodałam "smutna".
Internetowa przyjaźń jest zupełnie inna niż taka prawdziwa. Nie możesz być przy przyjaciółce kiedy potrzebuje przytulenia,wypłakania się czy nawet zwykłego spaceru. Nie możesz pobiec do Niej i wypłakać się.Przytulić się,nocować,uczyć się razem,iść na dwór,pograć w piłkę,pohuśtać się na huśtawkach. Mimo iż bardzo chcesz to nie możesz.
Ja i Ania często płaczemy,bo się nigdy nie widziałyśmy. Dzieli nas około 450 kilometrów. Trochę jednak to jest. Nasze marzenie spotkania się może się spełnić już w maju. Moja szkoła jedzie na wycieczkę do Krakowa i o ile dobrze zrozumiałam Anię ona też może być w Krakowie w TYM SAMYM CZASIE co ja.
Jeśli nie uda się z Krakowem,to bardzo prawdopodobne,że ja w wakacje pojadę do Niej.
Jedni może nie rozumieją co takiego """cool""" jest w internetowej przyjaźni.Dla mnie to coś niesamowitego.
Jest ktoś kto jest tyle kilometrów od Ciebie,a Ty kochasz go bezgranicznie,jak członka własnej rodziny, jesteś w stanie zrobić dla Niego wszystko. A kiedy nadejdzie dzień Waszego spotkanie nie możesz spać w nocy. Jesteś podekscytowany,serce bije Ci jak oszalałe,nie możesz usiedzieć/ustać w miejscu. A kiedy już przytulisz tą osobę,masz świadomość,że w ramionach masz swój cały świat. Łzy same płyną,ale nie są to łzy smutku.. Ale łzy szczęścia.
Oczywiście są też łzy smutku przy pożegnaniu,ale trzeba wierzyć,że uda się nam znowu i znowu się spotkamy.
Na pewno kiedy po raz pierwszy zobaczę Anię zacznę płakać niesamowicie i jak ją przytulę szybko nie puszczę.Nie zdziwię się ani trochę jak zacznę krzyczeć,piszczeć czy biegać lub skakać.Ale na pewno nie podejdę na luzie i nie powiem "Siemka". Wiem,że na pewno będę płakać. Nawet teraz,pisząc tą notkę, wyobrażając sobie to wszystko łzy lecą mi po policzkach. Nie chcę nawet myśleć o tym co będzie jak będę wsiadała w pociąg powrotny do domu. Jak wrócę od Ani pewnie przez tydzień będę siedziała zamknięta w pokoju,będę leżała w łóżku z toną chusteczek i telefonem,płacząc i rozmawiając z Anią przez skypa lub telefon.
Miałam wielu internetowych przyjaciół, i w sumie poza Anią mam internetowego przyjaciela-Patryka,który mieszka niedaleko Śląska,ale z Nim się już widziałam,więc może dlatego przeżywam to inaczej niż z Anią... Ale wracając.. Miałam wielu internetowych przyjaciół,ale te """przyjaźnie""" trwały max 2 tygodnie,jak nie krócej. Z Anią jest inaczej... Dziś mija 75 dzień naszej przyjaźni.. Szczerze? Dla mnie to strasznie krótko.. A czuje się jak bym znała ją przynajmniej z 4 lata.
Naprawdę nie wiem co zrobiłabym bez Niej.. Ona strasznie dużo dla mnie znaczy. Kocham ją.
To teraz parę słówek bezpośrednio do Ani:
Misiek,kocham Cię. Dziękuję,że byłaś,jesteś i wiem,że będziesz. Pamiętaj,że zawsze możesz na mnie liczyć i,że zawsze będę dla Ciebie. Pamiętaj,że spotkamy się i się nam uda. Bo to Gałka i Herman i nam się zawsze udaje.
Kilometry? To nie dla nas.
Kilometry? Nie istnieją.
Kocham Cię!
Najmocniej!
Najbardziej!
Na zawsze!
"Gałka & Herman it is forever"
_______________________________________________________________________________
Także dzisiaj taka inna notka, dla mnie trochę smutna. Dobra napisałam,a teraz idę spać. Dobranoc:*
PYTANIA









